Skip to content
Jesteś w: Strona główna arrow Aktualności arrow Kultura arrow Wywiad z Bogusławem Wołoszańskim!
Wywiad z Bogusławem Wołoszańskim! Utwórz PDF Drukuj Poleć znajomemu
04.02.2008.

Zgodnie z zapowiedzią publikujemy wywiad z Bogusławem Wołoszańskim, który nasz dziennikarz Bartłomiej Godusławski przeprowadził po spotkaniu pisarza z mieszkańcami Włoch w dniu 30 stycznia 2008 roku.

Bartłomiej Godusławski: „Tajemnica Twierdzy Szyfrów” została nominowana do Telekamer 2008, jest to chyba zaskoczenie, że serial historyczny ma szansę na nagrodę wśród tylu policyjnych evergreen’ów cieszących się w naszym kraju niesłabnącą popularnością?

Bogusław Wołoszański: Właśnie po to zrobiłem ten film, żeby zaproponować widzom coś innego, inny temat, inaczej realizowany. Zobaczymy jak widzowie to ocenią. Fanów historii jest wielu, ale czy  jednak przeważają tacy, którzy wolą oglądać porachunki mafii? Wyniki badań wskazywały, że oglądalność jest mimo wszystko spora. Serial miał dobre oglądalność i pokonał silną konkurencję „Twarzą w twarz” czy „Ekipę”. Osobiście bardzo mnie to cieszy.

Czy to dowodzi tego, że widzowie maja przesyt filmów osadzonych we współczesnych politycznych realiach,  jak to ma miejsce np. w „Ekipie”?

Dla nas Polaków jest to dość charakterystyczne, że lubimy historię. Była ciekawa, a jednocześnie tragiczna dla nas. To w jakimś sensie wzbudza ogromny szacunek dla niej. Ważne jest również to, że była tak nieznana i kryje wiele tajemnic. To powoduje duże zainteresowanie, które jak zauważam zatacza coraz szersze kręgi. Liczba miłośników historii gwałtownie rośnie.

Czy zajmowanie się historią najnowszą w PRLu było czymś normalnym i nieograniczonym przez cenzurę?

Najgorsza była oczywiście autocenzura. Niestety moje pokolenie stykało się z cenzurą w szkole i generalnie wszędzie. Była bardzo rozbudowana, trudne było pokonanie tego. Jeśli chodzi o programy, które realizowałem, nie ingerowała, nie tylko ze względu na autocenzurę, ale też dlatego, że trochę mistyfikujemy „tamte czasy”. Cenzura była wtedy nakierowana na główne programy w telewizji, takie jak: dziennik, programy propagandowe, np. antysolidarnościowe. Tam każda linijka była sprawdzana. Redakcji edukacyjnej nie traktowano poważnie.

Jak doszło do tego, że został Pan korespondentem zagranicznym w Londynie? Próba oderwania łatki historyka?

Nie. Ja zaczynałem od publicystyki międzynarodowej. To jest moja pierwsza specjalizacja, sprawy międzynarodowe. Historia jakby wyprzedziła to zainteresowanie. Uważam, że aby zajmować się współczesnością trzeba dobrze znać historię. W rezultacie ta historia mnie wciągnęła mocniej.

Wykorzystał Pan pobyt w Londynie do swoich projektów historycznych?

To był przełom. Przez 3 lata jak tam przebywałem cały czas powstawały „Sensacje XX wieku”, wiele innych programów historycznych.

Były problemy z dotarciem do miejsc i dokumentów, które wydawały się interesujące?

Sytuacja była wtedy dość dziwna. Kiedy zgłaszałem się do muzeów, archiwów czy świadków historii spotykałem się z ogromną pomocą i życzliwością. Kiedy zaś Polska przestała być socjalistyczna, już w latach 90 zrobiło się znacznie trudniej, wszędzie żądali „twardej gotówki”. Już nie byliśmy małym sąsiadem zza „żelaznej kurtyny”, stawaliśmy się partnerem, a partner niech płaci. Co biorąc pod uwagę stan finansowy polskiej telewizji było już wtedy przeszkodą. Chociaż to, że materiały, które realizowałem były dla telewizji państwowej, do programów edukacyjnych pozwalało zdecydowanie te stawki zmniejszać.

Jak przyjął Pan pomysł reformy treści programowych nauczania historii w szkołach, proponowany przez byłego ministra edukacji podział: na historię powszechną i historię Polski, nauka patriotyzmu?

Historii nie da się dzielić. Historia jest jednym procesem. Nie ma czegoś takiego jak historia polskiego patriotyzmu, to jest totalna bzdura. Bo wtedy zaczynamy się uczyć wydmuszki, patriotyzm jest tylko pewną funkcją narodu. Jeśli chcemy mówić np. o zrywach patriotycznych to największym złem jest mówić, że powstanie tylko wybuchło. Trzeba powiedzieć jak do tego doszło, jak przebiegało. Patriotyzm musi się rodzić z wiedzy, nie z pustych haseł.
Trudno jest mi oceniać takie pomysły, które gdzieś tam się pojawiają. Ja w ogóle z niechęcią patrzę na program nauczania. Czytam podręczniki szkolne do historii i widzę, że sprowadzają się do treningu pamięci. To jest wrzucenie młodemu człowiekowi: nazwisk, miejsc geograficznych i dat, które nic mu później nie mówią. Nie ma pokazanych mechanizmów, nie ma powiązań, nie ma wyjaśnienia, dlaczego stało się tak, a nie inaczej. To jest przecież najbardziej fascynujące. Staram się to robić w swoich książkach, może dlatego cieszą się taką popularnością. Jest to też kwestia języka, unikanie naukowości, sięganie do języka prostego, takiego, jakim mówimy na co dzień. Ale najważniejsze jest to pokazywanie powiązań, pokazanie procesu, wyjaśnianie. Weźmy np. taką bitwę na Łuku Kurskim przełomową dla II wojny światowej, jeśli sięgniemy do podręcznika i nie dowiemy się, dlaczego właśnie tam i w tym momencie, to określenie staje się puste, jeśli nauka tego nie wyjaśni - stanie się tylko trenowaniem pamięci.

Współpracę z wywiadem traktował Pan jako nowe doświadczenie?

Oczywiście. Była to ciekawość i doświadczenie. Dla mnie, człowieka, który poznawał i opisywał mechanizmy współczesnego świata było to wyzwanie. Ale nie to jest tutaj najważniejsze, istotny jest mechanizm, który teraz obrócił się przeciwko mnie. Potrzebny tej polityce nienawiści, która zalewała Polskę. Proszę sobie przypomnieć to kopanie i uderzanie, robienie prowokacji, wyciąganie fałszywych teczek, fałszywych zeznań, to jest straszne. Dlatego opowiadałem anegdotkę o najszczęśliwszym dniu Rosjanina, mieszkańca Moskwy, do którego w nocy załomotało kolbami w drzwi NKWD i pytają: „Czy tutaj mieszka Iwan Iwanowicz?” Na co on odpowiada: „Nie, piętro wyżej”. Ja tak poczułem się 21 października ubiegłego roku. To na szczęście już minęło.

Nie przewidywał Pan, że ustrój socjalistyczny kiedyś upadnie, archiwa IPNu zostaną otwarte, a Pan straci wiarygodność dziennikarza i historyka?

Właśnie wchodzi Pan na drogę, na którą chcieli nas wtłoczyć ci, którzy takie afery wywoływali. Należy zastanowić się raczej, co takiego się stało, że oni sięgnęli po zagrania, prowadzące do wywołania fali nienawiści, do podzielenia społeczeństwa. Do czego to miało doprowadzić? Spróbujmy sobie na takie pytania przede wszystkim odpowiedzieć. Ta skała ciągle nad nami wisi, ta skała, która się nazywa PiS i ciągle może runąć na nas. Dlatego myślę, że warto zrozumieć, dlaczego nagle pojawiła się sprawa Mirosława G., kiedy groziły strajki lekarzy i kryzys w służbie zdrowia. Chodziło o skłócenie lekarzy i pacjentów, zohydzenie środowisk medycznych, pokazanie, że każdy lekarz to łapownik i morderca. Dlaczego minister Ziobro niszczył z takim zapałem laptopy i telefony komórkowe? To była rzeczywistość, która nas oblepiła i mam nadzieję, że już nie wróci.

Co z procesem przeciwko "Rzeczpospolitej", która opublikowała artykuł stwierdzający, że szpiegował Pan brytyjską Polonię?

Proces trwa, tylko niestety dochodzenie prawdy w Polsce, przy ogromnej wydajności polskiego wymiaru sprawiedliwości to są lata.

Które z postaci historycznych fascynują Pana najbardziej?

Na pierwszym miejscu postawiłbym Józefa Piłsudskiego. Od jego czasów nie mieliśmy w Polsce polityka takiego formatu. Jedynie nędzne kopie i to nie tak dawno. Nie było w naszej historii najnowszej tego strategicznego myślenia o państwie, narodzie. Bez wątpienia Piłsudski. Poza Polską jest to Winston Churchill. Tragiczna postać, premier, który stanął przed straszliwym wyborem albo zawrzeć pokój z Niemcami albo doprowadzić do zniszczenia Imperium.

Nad czym pracuje teraz Bogusław Wołoszański?

Nad kontynuacją serialu Tajemnica Twierdzy Szyfrów, będzie miała tytuł „Sieć”, również na podstawie mojej książki. Pracuję także nad dwiema książkami, o pierwszej nie mogę na razie mówić, druga to „Testament Odessy”, czyli próba pokazania mechanizmów władzy, które pojawiły się w polityce światowej w latach 50. i 60. i właściwie funkcjonują do dzisiaj. Były to czasy wielkich wstrząsów, tajnych armii, które powstawały w państwach Zachodu. Czasy, kiedy politykę uprawiało się poza mediami, w zaciszu gabinetów.

Wywiad przeprowadzono 30 stycznia 2008 roku.

Zmieniony ( 05.02.2008. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »
 

Festiwal Otwarte Ogrody

Logowanie/Rejestracja






Nie pamiętasz hasła?
Konto? Zarejestruj się!

Nowości w Portalu

Wypełnij ankietę!

Apelujemy do mieszkańców o wypełnianie ankiety dot. programu rewitalizacji dla Włoch. Więcej



Bezpłatne czipowanie psów

Do 13 grudnia 2008 r. mieszkańcy Warszawy będą mogli bezpłatnie wszczepić swoim czworonogom specjalne czipy z zapisanymi danymi właściciela. Dzięki „czipowaniu” można np. szybko ustalić właściciela zagubionego psa i zawiadomić go o znalezieniu ulubieńca. Zabieg jest zupełnie bezbolesny. We Włochach bezpłatne czipowanie prowadzą: Przychodnia Weterynaryjna przy ul. Wilczyckiej 14, Gabinet Weterynaryjny Atena przy ul. Radarowej 16, Przychodnia Weterynaryjna Boss przy al. Krakowskiej 274. Więcej





Kontenery do segregacji śmieci

W ostatnich tygodniach w wielu punktach we Włochach pojawiły się ponownie kontenery do segregacji śmieci. Pełna lista lokalizacji dostępna jest tutaj.



Biuletyn Informacyjny

Zamów bezpłatny Biuletyn Informacyjny Portalu Stowarzyszenia Sąsiedzkie Włochy. Co najmniej raz w miesiącu otrzymasz na maila biuletyn z najnowszymi informacjami związanymi z Dzielnicą Włochy.






Zobacz poprzednie wydania naszego Biuletynu

Sonda

Jak oceniasz pracę radnych Włoch?
 

Kanał RSS

Ogłoszenie


Portal Informacyjny- Stowarzyszenie Sąsiedzkie Włochy to informacje na tematy takie jak: Dzielnica Włochy, Stare Włochy, Nowe Włochy.